Listy z podróży, Strona główna

Asturyjskie kadry

Wracam z bardzo długiej podróży, jednej z dłuższych jakie ostatnio odbyłam. Asturyjski czas to mozaika snów, spotkań i słów przeplatających się na przemian. Camino de la vida. Camino de Santiago. Camino inaczej. 

 

4.09

Ściana od podłogi po sufit upchana płytami. Temperatura – duszno. Niebo – bladobłękitne, bez wyrazu. W oddali majaczy morze. Bliżej rozpostarta Barcelona. Z tej wysokości na mej tęczówce odbija się tylko kupa żelastwa i betonu. Bliżej mi do ukrytych dźwięków, niż wielkich budowli.

***

W drodze do Oviedo. Późna noc. W mych uszach dźwięczą ostatnie słowa Maryori, wypowiedziane nim pochłonął mnie korytarz autobusu. „Believe”.  Jadę ogrzana blaskiem miłości mych przyjaciół. Ich obrazek zapisał się we mnie wyraźnie. „Poznawałem nowe kobiety, a jednocześnie miałem wrażenie, że ta istota którą kocham już istnieje.” Te słowa równie mocno zapamiętuję.

***

Jestem dziś łagodna wobec siebie. Kiedy nie dojeżdżam sobie, dzień wydaje się dużo jaśniejszy. Jaśniej tam wewnątrz i przez takie okulary spoglądam na świat. Dziś lubię swój babciny sweter i długie stopy. Z dziecięcą radością furgały sobie w powietrzu. Było im całkiem beztrosko. Widziałam to. Hiszpania? Barcelona? Nie zachwyca mnie jak dawniej. Nie, to nie to miejsce. Jadę dalej.

***

Za plecami zostawiam hospicjum. Towarzyszenie w ostatniej drodze. Przede mną kraina mgieł. Geograficznie i życiowo. Asturio, przybywam!

 

5.09

Niebo spowite szarością, wiejski krajobraz zakleszczony w ciężkich chmurach. Jest chłodno, a chłód ten nie orzeźwia, wręcz przeciwnie, zaprasza pod gruby koc. Mam dziś marzenia. Fantazje, w których podróżujemy razem, wiatr wieje nam w plecy, a my wypływamy na szerokie wody. Wieczorem wracamy do swej przystani, gdzie cisza przeplata się z muzyką, jedna ustępując drugiej.

Chcę usłyszeć swój głos. Gubię się w najprostszych decyzjach. Skoro nie potrafię wybrać między chlebem orkiszowym a żytnim, jak podejmować te decyzje życiowe? Jestem w Albergue od paru godzin. To miejsce z bijącym sercem. Tak, powstało z poziomu serca. A jednocześnie przypomina mi o tym, że za marzeniami stoi ciężka praca.

***

Dusze na zakrętach życia. Poszukujące siebie. W niełatwych momentach. Jestem obserwatorką życia w najpiękniejszym wydaniu. Ludzkiej bliskości.

 

6.09

Czas płynie sennie i niedbale. Zalewam się kawą w ilości większej niż norma przewiduje. Kawą mocną i gorzką. W asyście czekoladowej słodyczy. Tyle nowych twarzy. Tyle opowieści. Jaka jest moja? Jaką opowieść niesiesz, słodko-gorzkie życie?

***

Lubię być wśród ludzi. I lubię momenty samotności i ciszy. Wtedy odpoczywam. W sobie. Wciąż z Tobą rozmawiam, wiesz? Tęsknię. Bardziej niż kiedykolwiek.

 

9.09

Z rozmowy: „Uśmiech-maska potrafi ważyć tony. Uśmiech z serca jest lekki jak piórko. Nic nie kosztuje. A potrafi ukoić czyjś ból.” Irlandczyku! Ileż promieni wlałeś do mego serca! I jeszcze Twoje słowa: „Wymagaj mniej od siebie. Wymagaj więcej od życia.” Niosę Cię w tych słowach Irlandczyku. Choć tam w środku boję się. Właśnie teraz. Że nie potrafię żyć.

 

10.09

Zrzucam kolejne warstwy siebie. To co odkrywam jest cholernie trudne. Nie tylko zobaczenie tego. Zniesienie. Nie ma już firanki, którą można przysłonić to co się zobaczyło. Jest widok. I nie ma przed nim ucieczki.

***

Przeszła burza, może nawet sztorm. Noc pachnie świeżością. Wilgotne powietrze łagodnie wkrada się do pokoju. Leżę i oddycham. Nic więcej mi nie trzeba. Wiem czego pragnę. Chcę budować mosty. Chcę by świadomość mnie uwalniała a nie oplatała smutkiem. Chcę kochać i być kochaną.

***

Jutro to miejsce będzie zupełnie inne. Przestrzeń ułoży się w inną konstelację istnień.

 

11.09

Czasem wystarczy błysk w oku by odkryć pokrewieństwo dusz. Nie padają jeszcze słowa a ty wiesz, że to ktoś bliski. Czasem chciałoby się potowarzyszyć w drodze, ale wiesz też, że to bardzo krótkie spotkanie. Spotkanie na skrzyżowaniu dróg. Dróg, które prowadzą w odmiennych kierunkach.

Bezszelestna noc płynie w melodii rozmów. Długich i odważnych. Celebruję ten czas. Drugiego takiego nie będzie.

 

12.09

Siedzę na łóżku i najzwyczajniej w świecie robię nic. Czas przeplata momenty intensywności z przyjemnym lenistwem. Zanurzam się w tej sinusoidzie wrażeń. Zjadłam dziś niewymownie smaczną zupę. (Dziękuję Ci Marco!) Podczas gdy kubki smakowe rozkoszują się jeszcze jej posmakiem, myślami wybiegam już naprzód. Jutro ruszam na Camino. Choć ono rozpoczęło się już tutaj.

 

13.09

W drodze do Leon. Zostawiłam książki i muzykę. Chcę pozostać otwartą na to, co wokół mnie i we mnie. Uważność wymaga nieustannego skupienia. A być obecnym, to być uważnym. Po co idę? Nie wiem. Nie planowałam tego. Poczułam mocny impuls. Wzywa mnie. No to jadę.

Droga wspina się coraz wyżej. Horyzont na przemian strzępi się, by za chwilę schować w pierzynie chmur. Jesteśmy naprawdę wysoko, a ja tęsknię za oceanem. I otwartym horyzontem. I nagle bach! Tunel poprowadzony przez środek góry wprowadza nas do jakże odmiennej krainy. Jeszcze przed chwilą byliśmy skąpani w mgle, a teraz na sklepieniu wymalowanym błękitem króluje słońce. Suche góry, suche lasy. Gdzie się podziały te pierzyny szarych chmur? Zaledwie jeden tunel. Jedziemy w towarzystwie wapiennych skał i pomarszczonych traw. Odwracam się i wiem, że tam na zboczach tej samej góry panuje inny świat.

***

Spaceruję po Leon bez celu. Żar z nieba leje się, a ja mechanicznie stawiam stopy. Mam wrażenie, że panująca duszność wypełnia trzy czwarte przestrzeni mych płuc, przez co idę tak ociężale. Jestem tu parę godzin, a już tęsknię za asturyjską mgłą i rześkim powietrzem. Tęsknię za oceanicznym wiatrem. Tu powietrze stoi. Intuicja mówi mi, że ten czas to czekanie. W cierpliwości. Tak właśnie ma być. W oczekiwaniu na to co przede mną.

Tutaj znacznie trudniej wyprzedzać myślami to co będzie. To jak tworzenie opowieści w głowie, która w tej chwili nie ma znaczenia. Tutaj zanurzam się w teraz. Całą sobą.

W knajpie zamawiam krewetki tygrysie. Nigdy wcześniej ich nie próbowałam. Dostaję więc na talerzu gapiące się na mnie stworzenia i mam problem! Nie wiem jak to zjeść. Pytam więc kelnera, a ten, z zapałem i pieczołowitą dokładnością wyjaśnia mi krok po kroku całą procedurę. Mówi: „Wszystko to kwestia praktyki”. Po chwili przynosi dodatkowe krewetki. Tak, to kwestia praktyki. Warte odnotowania. Jestem przyjemnie nasycona. Nic więcej mi nie trzeba.

Kroki wiodą mnie jeszcze na mszę w intencji pielgrzymów. Jest nas garstka. Niewiele rozumiem, ale docierają do mnie słowa:  „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.

 

14.09

„O czym myślisz kiedy idziesz?” „Nie myślę.”. Tak też upłynął mi dzień. Z pustą głową.

 

15.09

Dużo łatwiej wyruszać mi samej. To coś co znam. Jestem do tego przyzwyczajona. To moja strefa komfortu. Czekam na Manuela.

 

16.09

Gdzieś zgubiłam dzień. Nie wiem co się stało z czasem. Manolo jest chodzącym słońcem. Ja dziś uśmiechem. „Oddychaj. Wtedy Twoje myśli zatrzymują się.”

 

19.09

Widzę twarze. Jasne. Ich promienie przenikają mnie. Dotykają i odżywiają moje wnętrze, komórki, ciało. Opuszczam Oviedo. Jeszcze trudno ubrać mi w słowa ostatnie dni. To czego doświadczyłam na Drodze San Salvador. Dobro. Dobro. Czyste. Bezwarunkowe. Przyjaźń. Troska. Miłość. Wszystko to przenika mnie niczym promienie słońca. Odżywia. I daje siłę. Ufność. W dobro. W miłość. W bliskość. Uśmiechy na twarzy. Jasne, promieniste spojrzenia. Widzę je.

Gdybym była metronomem, wahadło nie uderzałoby gwałtownie z jednego krańca na drugi, lecz jego rytm wybrzmiewałby w spokojnym tempie adagio. Gdybym była ptakiem, szybowałabym z lekkością, bez oporu, bez wysiłku, unoszona ciepłymi falami powietrza. Dziękuję za wszystkie ziarna miłości. Są takie spotkania, których nie można zmierzyć żadną miarą.

Asturio! Jesteś taka piękna! Czasem trzeba gdzieś wyjechać, by wrócić i zachwycić się na nowo. Wrócić do swojej mgły. Wrócić do siebie. Jednak jeśli się nie wyjedzie, nie można poznać tego smaku tęsknoty. I zachwytu w momencie powrotu. Że jest się u siebie. Ach! Jak dobrze wracać do tych gór. Do tych mgieł. Do tych lasów. Starych chałup. Skruszonych dachówek. Drewnianych spichlerzy. Domów z kamienia. Wielkich okiennic. Szyb pokrytych grubą warstwą kurzu, przez które nikt nie zagląda. Nawet czas. Asturio! Tutaj me serce bije mocniej!

Wracam do swej mgły. Wiem coś o tobie z życia. Gdy spowijasz bielą świat, niewiele widać. Nie wiadomo gdzie prowadzi droga. Jednak przychodzi taki moment – gdy ogrzewa się powietrze – i wtedy unosisz się. To moment szeroko rozpostartego krajobrazu. Czasem krótka chwila. Jakże ważna. Nim znów zabieli się horyzont.

 

21.09

Albergue. Czas biegnie własnym rytmem. Rankiem spowalnia, by nabrać rozpędu wieczorem. Gdy przestrzeń wypełniają ludzie.

***

Noc. Z rozmowy z Polakiem: „Monika. Mam 67 lat. Idę w podziękowaniu za swoje życie. Wszystkie łaski które otrzymałem. Moi koledzy już nie żyją. To pielgrzymka dziękczynna. Za każdy dzień. Będę niósł Cię do Santiago w swoich myślach.” W moim sercu zapala się wdzięczność. Dziękuję za ten dzień. Za spotkania. Za ten czas. Za swoją drogę. Nie na skróty. Słodko-gorzką. Ale własną.

 

22.09

Nowe kawałki puzzli. Te brakujące. Coś zaczyna się wyłaniać. To wciąż fragmenty. Za wcześnie na pełny obraz. Przykładam puzzel. Jeden kawałek. Pasuje.

Siedzę więc ze spokojnie bijącym sercem. Choć krew płynie szybciej. Siedzę przed Albergue i widzę żółtą strzałkę. Jedną. Wystarczy. Jedna wystarczy. Mogę tak siedzieć i na nią patrzeć. Mogę też wstać, zrobić krok i sprawdzić dokąd prowadzi. Believe. Dźwięczą mi słowa Maryori.

***

Z rozmowy: „Dużo się od Ciebie nauczyłem odkąd tu jesteś”. „ Ja też wciąż od Ciebie się uczę”. Nasze miejsce w świecie. Pośród ludzi. Nie widzimy tego. Ale nawzajem od siebie się uczymy. Nieustannie.

 

23.09

Siadam i piszę. Inaczej mogłoby mi to uciec. Gdy serce wzywa, nie ma na to rady.

 

***

Albergue. Pełne ludzi. Każdego dnia. Przychodzą i odchodzą. Są takie osoby, które chciałoby się zatrzymać. Mieć namacalnie w życiu. A jednak to zaledwie przystanek, krótka rozmowa. Uczę się tu żegnać. Z chwilami. Pięknymi spotkaniami. Z żywymi osobami. Zostaje jednak okruch, w tej zmarszczce, błysku w oku, uśmiechu, uścisku, słowie. 

***

Jestem jak receptor. Przyjmuję. Przyjmuję. Przyjmuję. Przetwarzam. Przetwarzam. Przetwarzam. Oddaję. Oddaję. Oddaję.

 

24.09

Mięta. Kawa. Kakao. Moje osobiste rytuały. Po prostu. Z dala od zgiełku myśli. Nauczyłam się tego.

 

25.09

Lenistwo dnia powszedniego. Promienie na policzkach. Słodycz chwili. Złapałam Cię momencie. Połknęłam z nektarem powietrza. Już płyniesz w mej krwi. Miękko pod palcami. Zapominam siebie tu.

***

Asturio, w swej surowości i łagodności równocześnie, przyciągasz mnie…

***

Przyszły dziś do mnie słowa „Wszechświat sprzyja wędrowcom” . Zasypiam z tym zdaniem. I życzeniem.

***

„Co  przyciąga Cię do Asturii?” „Paisaje Humano (pejzaż ludzi)”. Bardzo lubię ten krajobraz.

 

29.09

Jeszcze tu jestem, Asturio. Jeszcze oddycham twym powietrzem. Choć powoli żegnam się już z tobą.

***

Pracować i odpoczywać. Jeść i być głodnym. Smucić się i radować. Być wśród ludzi i w pojedynkę. Pośród światła i ciemności. Gubić się i odnajdywać.

Obserwuję ludzi, przyrodę, świat, zmiany, które są możliwe. Nie mamy wpływu na wiatr. W którą stronę i z jaką prędkością zawieje. Ale mamy łódź. Nasz ster. Możemy nauczyć się żeglować. To jedna z ważniejszych lekcji. Nauczyć się przyjmować to, na co nie mamy wpływu i zmieniać to, co zależy od nas. Australijczyku. Polubiłam Cię. Szkoda że nie mogliśmy powędrować choć jednego dnia. I dokończyć naszej rozmowy. Będziesz mi przypominał to kakao. „Czasem trzeba zrobić je od początku”, „ Ale można też dać mu drugą szansę i spróbować je naprawić”.

 

1.10

Jestem gotowa by wyjechać. Ruszyć dalej. Przed siebie. Droga powstaje gdy idziesz. Chcę iść. Zobaczyć, jaki widok skrywa się za horyzontem. Nawet jeśli jest tam mgła. 

 

O mnie