Spotkania, Strona główna

Lady in red

“Wiesz, ta muzyka całkowicie zamyka świat zewnętrzny i jednocześnie otwiera świat wewnętrzny. Nagle zanurzasz się w dźwiękach, w sobie, wszystko inne przestaje istnieć. Teraz rozumiem tę gitarę. Teraz ją słyszę. Musiałem tego doświadczyć, by zrozumieć tę cholerną gitarę. Gdy umiera Ci ukochana osoba, wtedy zaczynasz na nowo słyszeć dźwięki. Wcześniej tylko je rejestrowałem. Teraz je słyszę.” – docierają do mnie słowa w słuchawce. Są one na wskroś przeszyte bólem po stracie najdroższej żony. I tylko ta gitara niesie w sobie nutę ukojenia. Słowa o niej na chwilę i mnie uspokajają. Chcę wierzyć, że właśnie w tych dźwiękach mężczyzna odnajdzie schronienie, którego tak bardzo potrzebuje. Że właśnie w tych częstotliwościach zapisany jest ból, który rozpoznaje, którego doświadcza, który w innych okolicznościach jest nienazywalny. Że właśnie tam, dotknie swego cierpienia, a fale dźwiękowe ukołyszą jego samotność. Chcę w to wierzyć.

Wyraźnie pamiętam nasze spotkanie. Serdeczność, z jaką zostałam przywitana. Bliskość, która wytworzyła się między nami od pierwszej chwili. Błysk w oczach i łagodną obecność, które oplatały dany nam czas. I sukienkę kobiety, do której przyjechałam. Głęboko czerwoną, elegancko uszytą, miękko rozłożoną na wyniszczonym po długiej walce z nowotworem wątłym ciele. Mimo cierpienia i wysiłku zapisanego na mapie twarzy mej rozmówczyni, sukienka ta nie tylko nadawała blasku jej woskowej cerze, ale przede wszystkim była jej osobistym świadectwem ważności naszego spotkania.

Dziś, gdy zamykam oczy i wracam wspomnieniami do tych wspólnych chwil, w tle słyszę utwór, który nabrał i dla mnie osobistego znaczenia. Lady in red. To melodia, którą przestałam rejestrować, ale zaczęłam słyszeć. W jej dźwiękach odnajduję spotkanie z kobietą, która w obliczu pukającej śmierci do drzwi, założyła czerwoną sukienkę.

O mnie