Strona główna, Zapiski ulotne

Zapiski zgromadzone

Cierpienie człowieka jest nieodłącznym elementem ludzkiej natury. To nic odkrywczego. Zatrzymuje mnie jednak to, że doświadczamy go w sposób jednostkowy, osobisty. Ktoś może nam towarzyszyć, jednak nie pokona za nas drogi, nie poczuje, jak to jest, nie dotknie będącego w nas bólu. W minionym roku mocno poczułam, że to droga, którą tam głęboko w środku przeżywa się w samotności. Dziś spoglądam wstecz i nieśmiało uśmiecham się do siebie. Jestem już w innym miejscu. A tamten czas? Zapisał się we mnie jak i w strzępach słów. 

*

Jest we mnie cisza. Nie mówię nic. Nie znajduję w sobie słów. Tak jakby ich tam zwyczajnie nie było.

*

Z Myśliwskiego ~

“Można całe życie przeżyć i nie zobaczyć ani wschodu, ani zachodu. Jak dzień nastaje? Widno po prostu się robi. A noc zapada, zapalają się miliony lamp.”

*

Biegam i czytam. Zanurzam się w rytmie oddechu. Zostaję z literami, które składają się we własną historię. Gdzie ja tam jestem? Dotykam siebie, choć mi niewygodnie. Nie wiem co czuję. Czy tak bardzo się od siebie oddaliłam? A może nie potrafię tego nazwać, bo to nowe uczucia, dostępne po raz pierwszy? Patrzę do lustra i jakże często się nie rozpoznaję. Widzę przygarbioną kobietę. Ramiona cisną do ziemi. Twarz też jakby nie ta. Matowa. Zauważam nową zmarszczkę.

*

Uwielbiam jego śpiew. Cały z wnętrza. Czysty. Niewinny. Wrażliwy. Pulsujący. Przenika mnie. Na wskroś. Gdy śpiewamy razem, dotykamy siebie. W komunii dźwięków.

*

Słowa zakleszczyły się we mnie. Nie znajdują powodu, by zostać wyrażone. Ukryte pod płaszczem skóry, drzemią sobie.

*

Z warsztatów tanecznych ~

Ciało: Wyłączone. Zamrożone. Zaciśnięte. Splątane. W kajdanach. Bez wyrazu. Bez ekspresji. Przygaszone. Dziś w tańcu przyodziałam się w rolę robota. Poszło świetnie.
Ruchy: Mechaniczne. Sztampowe. Sztywne. Powtarzalne. Powolne. Schematyczne.
“Jeśli w coś nie wierzysz, to nie warto tego robić. Pamiętaj o intencji” – docierają do mnie słowa instruktorki.

*

Ostatnio niezbyt często ‘coś’ czuję. A przecież czuję. Tylko nie chcę tego czuć. Jest mi z tym niewygodnie. Umysł skutecznie odwraca uwagę od uczuć. Co tam jest w środku? Tam na serca dnie?

Tam nie ma nic. Pustka. Nie czuję nic. Tylko gdy sobie pozwolę, zalewa mnie fala smutku i tęsknoty. I miłości. Kim jestem? Dzisiaj jestem pustynią. Wyschniętą rzeką. Doliną śmierci.

*

Miałam dom. Jasny. Zielony. Błękitny. Słoneczny. Pachnący. Roześmiany. Z flamenco w tle.
Miałam przyjaciół. Bliskich. Serdecznych.
Miałam pracę.
Dziś bezdomność przenika mnie.
Rozsypana w drobinkowych kawałkach szukam oparcia.
Panie, daj mi jakiś znak.

*

Cóż za paradoks. Świat tak obszerny, a ja nie mam gdzie się podziać. Matko Ziemio, proszę przyjmij mnie, póki tu jestem. Pozwól zapuścić korzenie. Obdaruj swym skrawkiem nieba. O Matko ziemio! Jesteś źródłem naszego życia. Napój mnie wodą, ogrzej zmarznięte serce, napełnij piersi powietrzem, obmyj me rany, rozpal we mnie ogień, nakarm, bym miała siły by żyć.

*

Z opowieści o dwóch wilkach ~
“Wnuk zapytał Dziadka: Który wilk zwycięży ostatecznie w Twoim sercu?
Na to Dziadek: Oczywiście ten którego nakarmię.”
 

***

Lubię gapić się w niebo. Najbardziej to pastelowe.

  • „Tam nie ma nic. Pustka. Nie czuję nic. Tylko gdy sobie pozwolę, zalewa mnie fala smutku i tęsknoty. I miłości. Kim jestem? Dzisiaj jestem pustynią. Wyschniętą rzeką. Doliną śmierci.”

    Tak bardzo mi do tego blisko… Ja nie mam w sobie słów, ale te pasują idealnie.

O mnie